Pamiętasz to? Zapisujesz się na wyzwanie czytelnicze, kupujesz nową książkę z postanowieniem, że tym razem będzie inaczej, a po tygodniu leży zakurzona na półce. Chcesz czytać, ale życie pisze swoje własne, bardzo absorbujące rozdziały. Nie chodzi o lenistwo. Chodzi o system. A raczej o jego brak. Przez lata też tak miałem. Myślałem, że problemem jest brak czasu, aż zrozumiałem, że tak naprawdę chodzi o brak łatwego dostępu do tego, co chcę przeczytać, w momencie, gdy mam na to ochotę. To drobna, ale fundamentalna różnica.
Rozwiązanie przyszło przypadkiem, gdy szukałem konkretnego opowiadania. Zamiast biegać po księgarniach, trafiłem na serwis polskalitera.pl online. To nie była magiczna pigułka na brak czasu, ale stała się czymś ważniejszym: moją zawsze otwartą biblioteką w telefonie. Nagle te ‘pięć minut’ w kolejce czy w autobusie przestało być czasem na przeglądanie mediów społecznościowych, a stało się okazją, by dopisać kilka stron do dziennego bilansu. Klucz nie leży w wielkich postanowieniach, tylko w usunięciu małych barier.
Porzuć liczenie książek na rzecz śledzenia przyjemności
Wyzwania czytelnicze często każą nam gonić za liczbą: 12, 24, 52 książki rocznie. To świetna motywacja dla jednych, ale dla wielu staje się źródłem stresu. Czytasz wtedy szybciej, mniej uważnie, wybierasz krótsze pozycje, byle ‘odhaczyć’. Co jeśli zmienimy cel? Zamiast ‘przeczytać 20 książek’, postawmy na ‘codziennie znaleźć 15 minut tylko dla siebie z tekstem, który mnie wciąga’. Brzmi banalnie, ale ta zmiana perspektywy uwalnia. Nagle nie musisz kończyć nudnej książki, bo się liczby nie zgodzą. Możesz ją odłożyć i sięgnąć po coś, na co masz prawdziwą ochotę. A to poczucie przyjemności jest jedynym napędem, który działa długoterminowo.
Twoja kolejka do czytania to pułapka
Tworzysz listę ‘must read’ na Goodreads, dodajesz dziesiątki tytułów i czujesz przytłoczenie. To pokusa, by uznać, że skoro i tak wszystkiego nie przeczytasz, to nie ma sensu zaczynać. Moja rada? Ogranicz tę listę do maksymalnie pięciu pozycji. Tylko pięć. Gdy jedną skończysz, możesz dodać kolejną. Dlaczego to działa? Bo pięć książek to widzialny, skończony cel. Nie jest to przytłaczająca góra, tylko mały stosik na nocnym stoliku. Cyfrowe biblioteki, gdzie masz tysiące tytułów na wyciągnięcie ręki, paradoksalnie pogłębiają ten problem. Kluczem jest kuratorstwo, a nie gromadzenie. Wybierz te pięć, resztę schowaj z dala od oczu.
Czytanie to nie wyścig z innymi ani nawet z samym sobą z zeszłego roku. To rozmowa, która może poczekać, aż będziesz gotów ją podjąć.
Zmień format, gdy tracisz zainteresowanie
Wierzę w książki papierowe. Lubię ich zapach i ciężar. Ale życie mi pokazało, że sztywność przywiązania do jednego formatu to prosta droga do czytelniczej zapaści. Był rok, gdy przez trzy miesiące nie przeczytałem nic. Miałem grubą powieść na półce, ale nigdy nie miałem dość energii, by ją otworzyć. W końcu w wersji elektronicznej przeczytałem ją w tydzień, czytając głównie wieczorami w łóżku przy przyciemnionym ekranie. Rzecz nie w wyższości e-booków. Rzecz w elastyczności. Audiobook na spacerze, e-book w podróży, papierowa książka w niedzielne popołudnie – pozwól sobie na tę swobodę. Czasem sam format fizyczny staje na drodze rytuału.
Nie czytaj w miejscu, gdzie odpoczywasz
To kontrowersyjna rada, ale dla wielu sprawdzona. Jeśli twoja kanapa lub łóżko to miejsce, gdzie oglądasz seriale, przeglądasz telefon i jesz kolację, twój mózg przestaje je kojarzyć z skupieniem. Czytanie tam staje się trudniejsze, łatwiej ulegasz rozproszeniu. Spróbuj wyznaczyć inny, konkretny punkt: fotel przy oknie, stół w kuchni o poranku, ławka w parku. Niech to będzie miejsce, gdzie sięgasz niemal wyłącznie po książkę. Tworzy to silne skojarzenie kontekstowe. Mój mózg, gdy siadam w swoim fotelu, już wie, że teraz jest czas na czytanie. To działa lepiej niż silna wola.
Przyznaj się przed sobą, co naprawdę lubisz
Presja czytania ‘wartościowych’ książek jest ogromna. Czujemy, że powinniśmy sięgać po klasykę, po nagradzane powieści, po ciężką literaturę faktu. A co, jeśli twoim ulubionym gatunkiem są dobre kryminały lub powieści obyczajowe? Czytanie nie jest ćwiczeniem na siłowni charakteru. To rozrywka i poszerzanie horyzontów. Jeśli coś cię wciąga, czytaj to bez poczucia winy. Zaangażowanie w tekście, płynność lektury – to buduje nawyk. A nawyk zbudowany na lekkiej literaturze z czasem da ci pewność i ciekawość, by sięgnąć po coś bardziej wymagającego. Nie zaczynaj od Finneganów Trenu. Zacznij od tego, co sprawia, że zapominasz o czasie.
Oto kilka praktycznych zmian, które nie wymagają rewolucji, a potrafią odwrócić trend:
- Zostaw książkę (lub telefon z e-bookiem) w widocznym miejscu, nie chowaj jej na półce.
- Zrezygnuj z aplikacji społecznościowych na tydzień, a ich dotychczasowy ‘czas’ zamień na czytanie.
- Dołącz do klubu książki online, gdzie spotkanie to deadline, który mobilizuje.
- Czytaj na głos fragmenty komuś bliskiemu – to zupełnie inaczej angażuje w tekst.
- Zapisuj jedną myśl z przeczytanego rozdziału. Nie recenzję, tylko jedno zdanie, które cię poruszyło.
Na końcu zostawiłem najważniejsze. Nie chodzi o to, by czytać więcej. Chodzi o to, by czytać regularnie. Nawet jeśli to będą trzy strony dziennie. Powtarzany codziennie rytuał ma większą moc niż zryw co kilka miesięcy. To jak z bieganiem. Lepiej biegać trzy razy w tygodniu po pół godziny, niż raz na miesiąc przebiec półmaraton i potem miesiąc leczyć kontuzje. Znajdź swój format, swój gatunek, swój moment i swój kąt. Reszta, wierz mi, przyjdzie sama. A ta pilnie czekająca kolejka książek? Poczeka. To nie ucieknie.